Violetta: świat na "Violettowo"-Historię nastoletniej półsieroty śledził cały świat-Onet

Ten serial to nie tylko maszynka do zarabiania pieniędzy, nazywana czasem argentyńską "Hannah Montaną", ale przede wszystkim ukochana przez dzieci i nastolatki na całym świecie muzyczno-filmowa opowieść o miłości, młodości i marzeniach, których nigdy nie należy porzucać. Wielbiciele "Violetty", zdubbingowanej w przeszło dwudziestu językach, muszą co prawda pogodzić się z faktem, że ich ulubiona telenowela dobiegła końca, ale ciągle mogą spotykać się ze swoimi idolami na żywo. Trzy dni temu można to było zrobić w Warszawie, a 25 i 26 sierpnia "Violetta Live" występuje w Krakowie

Koncerty "Violetta Live" to spełnienie marzeń tysięcy polskich dzieci, a przede wszystkim nastolatek w wieku do... No właśnie, trudno ustalić górną granicę. Podczas spotkania z gwiazdami serialu w jednym z warszawskich hoteli, oprócz dziennikarzy, były między innymi blogerki, na co dzień prowadzące strony poświęcone argentyńskiej produkcji. Niektóre z tych blogerek miały po trzynaście, czternaście lat. A może i więcej?

Co warto wiedzieć o fabule serialu, który na antenie Disney Channel zadebiutował 14 maja 2012 roku? Wystarczy przypomnieć, kim jest sama Violetta.

Violetta Castillo jest półsierotą. Jej matka, piosenkarka, zginęła w wypadku samochodowym, kiedy dziewczynka miała zaledwie pięć lat…. Wychowuje się więc z bogatym ojcem, który nie tylko stara się izolować córkę od świata i rówieśników, ale także od pamiątek po zmarłej matce. To z tego powodu zabrał ją z Buenos Aires do Madrytu. Nie chce, by w przyszłości podążyła tą samą drogą, pozwala jej jednak na lekcje gry na pianinie. Dopiero kiedy po latach wraca z nastoletnią Violettą do Argentyny, dziewczynka trafia do prestiżowej szkoły muzycznej i odkrywa, jak wielki talent w dniej drzemie. Jednocześnie przeżywa problemy, jakie spotykają i innych jej rówieśników, bez względu na pochodzenie - problemy szkolne, miłosne rozczarowania, bunt… Sama nie jest pozbawiona wad i nie wystrzega się błędów. To z tego powodu tak łatwo się z nią identyfikować.

Równie dobra jak Hannah

Wszystko to brzmi jak scenariusz jeszcze jednej obyczajowej opowiastki czy telenoweli, jakich wiele, ale argentyński serial "Violetta", wyprodukowany przez Pol-ka Producciones we współpracy z międzynarodowymi oddziałami Disney Channel, jest czymś znacznie więcej. To opowieść o miłości, młodości i marzeniach, których nigdy nie należy porzucać, na tyle uniwersalna, że stała się przebojem niemal na całym świecie.

Spora w tym zasługa warstwy muzycznej – chwytliwe piosenki, połączone z efektowną choreografią młodych aktorów, sprawiły, że serial nie wypada wcale mniej efektownie od takich hitów jak "High School Musical" czy "Hannah Montana". Wystarczy powiedzieć, że soundtrack z pierwszego sezonu, z takimi przebojami jak "En mi mundo", "Juntos somos más" i "Entre tú y yo", w samej tylko Polsce sprzedał się w nakładzie przekraczającym 40 tysięcy egzemplarzy.

Po prostu Tini

Popularność "Violetty" potwierdza nie tylko gigantyczna oglądalność 240 odcinków, rozbitych na trzy sezony (pierwotnie miały być dwa, ale petycje fanów przekonały twórców do nakręcenia dodatkowej serii) – prawie 50 milionów widzów mówi za siebie - ale także cała masa "okoliczności towarzyszących". Wśród nich setki gadżetów, zabawek, plakatów, albumów kolekcjonerskich i książek, z "Po prostu Tini", autobiografią wcielającej się w tytułową rolę Martiny Stoessel na czele.

Jest też gra komputerowa "Disney Violetta: Rhythm & Music", są też zastawy przyborów szkolnych sygnowane logo "Violetta". Jest wszystko, czego dusza zapragnie, włącznie z programem "I Love Violetta", emitowanym na kanale Disney Channel Polska. Zresztą, w trzecim sezonie serialu pojawił się ważny rodzimy akcent, Matylda grana przez Justynę Bojczuk. – To przemiła osoba – pochwaliła Polkę Stoessel. – Nauczyła mnie mówić: "Kocham Was!".

Trzysta to nie wszystko

Dopełnieniem sukcesu serialu były dwie ogólnoświatowe trasy koncertowe, na które sprzedano do tej pory blisko dwa miliony biletów – ekipa zagrała już około trzystu koncertów! Obecna trasa, "Violetta Live", ma potrwać do końca roku. Dwa jej pierwsze polskie przystanki zawitały marcu do Łodzi, ale The Walt Disney Company, we współpracy z Live Nation, przygotował kolejne.

Najbliższa okazja do spotkania z roztańczoną i rozśpiewaną ekipą Violetty już 22 sierpnia w Warszawie, na Stadionie Narodowym, a kolejna – trzy dni później w Krakowie (Tauron Arena). Trzeba przyznać, że fani, a przede wszystkim fanki serialu, zwane V-lovers, nie mają powodów do narzekania.

Wzruszenie od polskich fanów

- Energia polskich fanów jest imponująca – zapewnił podczas spotkania z dziennikarzami w Warszawie meksykański piosenkarz i aktor Jorge Blanco, w serialu wcielający się w Leóna Verdasa. - Mam nadzieję, że zdają sobie sprawę, jak bardzo ich kochamy – dodał. Słowa te potwierdził Facundo Gambandé, Argentyńczyk grający Maxiego. – To były jedne z najlepszych koncertów, jakie w życiu zagraliśmy - zapewnił. – W trakcie ostatniej piosenki zobaczyliśmy ułożoną przez fanów z kartek biało-czerwoną flagę. Bardzo nas to wzruszyło.

- To były jedne z najlepszych koncertów w moim życiu – wtórowała kolegom Martina Stoessel. – Wcześniej w ogóle nie znałam Polski. Najbardziej zaskoczyła mnie liczba fanów, którzy zjawili się przed hotelem, i to, że wszyscy śpiewali po hiszpańsku… Przecież by to zrobić, musieli uczyć się hiszpańskiego! Będę nosiła te wspomnienia w sercu do końca swojego życia i mam nadzieję, że jeszcze tu wrócę.

Jorge Blanco podzielił się za to wrażeniami z ostatniego dnia planu zdjęciowego. - Na koniec przygotowano dla całej naszej ekipy wyjątkowe przyjęcie. Bardzo się przez te cztery lata zżyliśmy i trudno nam się teraz tak rozstać. Ale rozumiemy, że pora, by rozpoczął się dla nas nowy etap.

"Jestem inna niż Miley"

Właśnie - co prawda kolejnych odcinków serialu już nie będzie, ale po zakończonej w tym roku trasie koncertowej aktorzy i muzycy zamierzają pójść w swoje strony i skupić się na własnych karierach. Większość gwiazd "Violetty" ma chrapkę na solowy sukces, ale rzeczywistość często weryfikuje tego typu plany. Największe szanse ma niewątpliwie gwiazda nr 1, czyli Martina Stoessel, którą często porównuje się do Miley Cyrus.

- Jestem zupełnie inną osobą niż Miley, na pewno będę chciała podążać własną ścieżką – odpowiada. Gwieździe "Hannah Montana" rzeczywiście się to udało, choć nie bez sięgnięcia do wielu kontrowersyjnych patentów i skandali. Czy raczej skandalików.

"Niesiemy światu radość"

Stoessel, córka producenta i reżysera Alejandro Stoessela, jest od Cyrus o pięć lat młodsza i na takie rzeczy ma jeszcze czas. Nie jest wcale powiedziane, że z nich skorzysta. Gwiazda, urodzona w 1997 roku, wychowała się w konserwatywnej rodzinie mieszkającej w Buenos Aires. Nie ukrywa, że bliskie są jej tradycje katolickie. W ubiegłym roku wraz rodziną i swoim chłopakiem spotkała się nawet z papieżem Franciszkiem, zaśpiewała też na Stadionie Olimpijskim w Rzymie w trakcie rozgrywanego tam spotkania piłkarskiego na rzecz pokoju.

W Warszawie w taki sposób wspominała spotkanie z Franciszkiem I, pochodzącym przecież z Argentyny. – Miało to miejsce podczas prywatnej audiencji, na której byli z nami argentyńscy piłkarze. Kiedy chciałam go pozdrowić, dosłownie zamarłam. Czułam się jak osoba sparaliżowana. Przesłaniem tego spotkania było niesienie radości dla świata, a mnie się wydaje, że właśnie to czynimy z "Violettą". Odwiedzamy w szpitalach dzieci i je pocieszamy, zgodnie z wolą Ojca Świętego, który powiedział mi "Nieś światu radość". Nigdy tego zdania nie zapomnę. Spełnianie jego jest jednym z najpiękniejszych aspektów naszej pracy.

Ballady i nie tylko

Stoessel, w przeciwieństwie do swojego serialowego alter ego, od najmłodszych lat uczęszczała na lekcje tańca, gimnastyki i baletu, grała na pianinie i występowała w Musical Theater. Debiut aktorski zaliczyła jako dziesięciolatka, dostając rolę w argentyńskiej telenoweli "Patito Feo". Violettą Castillo została w 2011 roku, przechodząc casting zorganizowany przez Disney Channel. – Nikt z nas nie spodziewał się takiego sukcesu – zapewniła.

Gwiazda, która ma też między innymi na koncie nagranie hiszpańskiej wersji przeboju "Let it go" z filmu "Kraina lodu", zatytułowaną "Libre soy", nie ukrywa, że bardzo chciałaby nagrać płytę przy pomocy swojego ojca i ludźi, z którymi na co dzień pracuje. – Zdarzy się to jednak dopiero w przyszłym roku, ponieważ w tym jestem zajęta "Violettą" i całą trasą. Chciałabym, by była płyta z przesłaniem, z piosnkami, których przekaz byłby pełen miłości zaufania i solidarnością. Lubię wszystkie rodzaje muzyki, w tym hip hop i pop, nie chciałabym zbytnio przeskakiwać od tego, co teraz się dzieje, do innego gatunku. Na pewno na płycie znajdą się też ballady.

Warto wierzyć w siebie

Jak się potoczy przyszłość Martiny i jej koleżanek oraz kolegów z serialu, nie wiadomo. Historia zna różne przypadki, a młody wiek zainteresowanych niekoniecznie musi być ich największym atutem.

- To niezwykle pozytywna odpowiedzialność – mówi Martina Stoessel, zapytana jak się czuje ze świadomością, że jest idolką tylu milionów młodych osób. – Nasze piosenki, jak i treść serialu, nastawione są na jasny przekaz: warto wierzyć w siebie i w miłość, warto też spełniać swoje marzenia.

Jedno właśnie się spełnia, dzięki czemu polscy fani mogą jeszcze dwukrotnie spotkać się ze swoimi idolami na żywo – oby akustyczne niedoskonałości Stadionu Narodowego nie odebrały im części przyjemności podczas pierwszego z koncertów. "Violetta Live" to zresztą nie tylko piosenki ze wszystkich trzech sezonów serialu; to prawdziwe show, z efektowną scenografią, naszpikowaną spektakularnymi efektami wizualnymi, śniegiem, laserami i deszczem confetti – co więcej, śpiewającym aktorom towarzyszy prawdziwy zespół oraz liczna grupa tancerzy.


Każdy V-lovers nie ma wątpliwości, że świat musi być czasem prawdziwie "Violettowy".

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękujemy wam za to, że jesteście z nami !
To dzięki wam piszemy tego bloga!